Inflacja, czyli spisek

Oficjalna inflacja sięga 4,8 proc. Dla niektórych taki wynik, to bzdura. Przecież wszyscy widzą, że ceny rosną znacznie szybciej.

Podejrzenia dotyczące uczciwości GUSu mogą się na pierwszy rzut oka wydawać oczywiste. No, bo przecież ceny benzyny bezołowiowej 95 oktan wzrosły w ciągu pięciu lat o jedną trzecią. Konkretnie, o prawie 1,3 zł na litrze.

Czy grozi nam wysoka inflacja?

Benzyna – jedną trzecią więcej

Nie mówiąc już o innych kosztach, które uczciwie pracujący człowiek musi ponosić. Na przykład – jedzeniu. Jeszcze w 2006 roku bochenek chleba kosztował 1,5 zł, a dzisiaj? Prawie złotówkę więcej. I to półkilowy! Wzrost ceny? Ponad pięćdziesiąt procent!

A przecież jeszcze dwa lata temu inflacja była znacznie niższa niż teraz. Więc co? Oszukują, naturalnie! A może nie?

Bo, zastanówmy się na chłodno. Kto wydaje całe zarobione pieniądze na jedzenie i benzynę? Ręka w górę! No właśnie – prawie nikt.

Inflacja CPI czyli liczy się koszyk

Z tego samego założenia wychodzą ci, którzy liczą inflację. Czyli – Główny Urząd Statystyczny. Żeby obliczyć wskaźnik, który potem publikowany jest w mediach, czyli inflację CPI, statystycy konstruują tzw. koszyk dóbr. Który w 2011 roku wyglądał tak:

Koszyk inflacyjny 2011

Statystycy przyjmują, że cztery z dziesięciu zarobionych złotych wydajemy na jedzenie i utrzymanie mieszkania. Razem z kosztami transportu mamy odpowiadają za połowę naszych wydatków. Reszta to produkty i usługi, które kupujemy rzadziej, w związku z czym mniej zwracamy uwagę na ich ceny.

Koszule, buty, telefony

Bo, na przykład, kto pamięta, ile płacił pięć lat temu za „koszulę męską z elanobawełny, długi rękaw ”? Otóż – pewnie nikt. A przecież cena takiej koszuli wzrosła w ciągu sześciu lat o 9 proc., czyli mniej niż 1,5 proc. rocznie. A półbuty męskie? Te też są droższe tylko o 9 proc. Podobnie jak wiele innych produktów z tej kategorii.

Odzież i obuwie to tylko 5 proc. całego koszyka, podobnie jak wydatki na łączność (czyli, np. rachunki za telefon, które z roku na rok są coraz niższe). Jednak w sumie wydatki, na które zwracamy mniejszą uwagę (bo nie są codzienne) mają w naszych budżetach spory udział. Podobnie jest ze wskaźnikiem tworzonym przez GUS.

Żeby przekonać się o tym, jak rosną ceny w poszczególnych kategoriach można spojrzeć na poniższy wskaźnik:

Wzorst cen w poszczególnych kategoriach

Owszem, niektóre ceny rosną szybciej. Inne jednak zwiększają się dużo wolniej. I nie ma wśród nich lokomotyw, jak sugeruje stary dowcip. Z prostej zresztą przyczyny – inflacja CPI to inflacja cen konsumpcyjnych, a więc taka, która lokomotyw nie obejmuje, podobnie, jak nie obejmuje też cementu portlandzkiego (którego 25 kg opakowanie zdrożało od 2006 roku o 24 proc.).

Droższy transport, tańsze ciuchy

Transport notuje wzrost 11 proc., głównie za sprawą cen benzyny. Użytkowanie mieszkania także jest znacznie droższe. Ale już odzież i obuwie – są o wiele tańsze. Mniej płacimy też za wyposażenie mieszkań i wspomnianą wcześniej „łączność”.

Zaciekli obrońcy teorii o spisku GUS mogą wyciągnąć jeszcze jeden argument – przecież przeciętna rodzina wydaje na jedzenie i mieszkanie znacznie więcej niż tylko 40 proc. dochodu. Otóż – niekoniecznie. Według eurostatu na utrzymanie mieszkania wydajemy średnio 20,5 proc. domowego budżetu.

Chwila, chwila, ale to średnia. A co z tymi, którzy zarabiają mało? Oni przecież wydają na mieszkanie i jedzenie znacznie więcej w stosunku do swoich dochodów.

Koszyk dla gorzej zarabiających

To prawda. Rzecz w tym, że ogólny wskaźnik zmian cen, jakim jest podawana w mediach inflacja, musi operować na wartościach uogólnionych. Stąd potrzeba wyliczenia średniej ważonej, która uwzględni w przybliżeniu złożoność całego społeczeństwa (bo przecież są też tacy, którzy na mieszkanie wydają znacznie mniej niż owe 20 proc. dochodów).

Dla zabawy możemy stworzyć własny koszyk, który będzie obejmował zmiany cen nieco bardziej zbliżone do tego, jak odczuwa je gorzej zarabiający Polak.

Załóżmy, że eliminujemy wszystkie wydatki, które nie są konieczne. Zaczynamy od rekreacji i kultury, kończymy na wyposażeniu mieszkania. Ciach:

Hipotetyczny koszyk dla gorzej zarabiających

Po takiej operacji wskaźnik inflacji, owszem, rośnie. Ale jedynie do poziomu 5,4 proc. rocznie. Ciągle więc znacznie poniżej mitycznych 10-15 proc., o jakich mówią zwolennicy spisku. Z prostej przyczyny – bo żadnego spisku nie ma. Jest tylko niedokładna obserwacja rzeczywistości.